Jestem świeżo po lekturze książki dra Kabat-Zinna Gdziekolwiek jesteś bądź. Przewodnik uważnego życia. Sporo było czytania, ale dla mnie najważniejszy był w zasadzie jeden rozdział, z którego wyciągnęłam taką oto naukę - nie działaj... To jedyny sposób, by zmienić coś w swoim życiu. Oczywiście ktoś może pomyśleć, że to promowanie lenistwa i nieróbstwa. Nie. Chodzi o to, by obserwować w głowie swoje myśli, by patrzeć na nie, widzieć, jakie emocje wywołują, a jednocześnie mieć świadomość, że to one kształtują nas, nasze postrzeganie świata. Słowem trzeba być tu i teraz :-) Bo jedyne co mamy, to chwila obecna.
Przypomniała mi się historia Edypa, a raczej jego rodziców - Lajosa i Jokasty. Otrzymali oni od wyroczni przepowiednię, że ich syn zabije ojca i poślubi własną matkę... Oczywiście co zrobili, kiedy Edyp przyszedł na świat? To, co każdy z nas - wszystko, by nie dopuścić do spełnienia się przepowiedni. W tym celu dziecko z przebitymi piętami miało zostać porzucone w górach. Przerażał mnie zawsze ten fragment, bo jak można potraktować tak własne dziecko? W pewnym sensie nasze dzieci nas mordują, bo zmieniają nasze życie nieodwołalnie... Ale żeby aż tak? W każdym razie każdy zna ciąg dalszy tej historii, jak to cudem ocalony przez służącego chłopiec zostaje wychowany przez króla Koryntu i oczywiście nieświadomy swego pochodzenia wraca w rodzinne strony - do Teb. Naturalnie wypełnia się proroctwo. W drodze przypadkowo zabija Lajosa, a w nagrodę za uratowanie miasta od sfinksa otrzymuje władzę i Jokastę za żonę. No i się wypełniło...
Tak sobie pomyślałam, że gdyby człowiek nie działał, nie zrobił nic, jak radzi dr Kabat-Zinn, tylko kochał swe dziecko, wychowywał je najlepiej, jak potrafi i tak, by w przyszłości nie dokonało tych strasznych rzeczy, może tragedia nie miałaby miejsca. Paradoks polega na tym, że im dalej uciekamy, tym bardziej zbliżamy się tam, gdzie być nie chcemy... Im bardziej walczymy, tym bardziej przegrywamy. Im bardziej wierzymy, że cokolwiek w świecie zależy od nas, tym boleśniej przekonujemy się, że tak nie jest ani trochę.
Dr pisze jeszcze o karmie... Gdyby Lajos nie próbował jej zmieniać, może by ją zmienił. Tak samo jest z nami - obwiniamy wszystkich i wszystko, że nie jesteśmy bogaci, szczęśliwi, zadowoleni z pracy itp. A może gdybyśmy pobyli ze sobą tu i teraz, okazałoby się, że my sami generujemy w swoim życiu najwięcej przeszkód i problemów... Być może gdybyśmy zaprzestali rozpaczliwych prób zmiany - pracy, męża, żony czy miejsca zamieszkania, to coś rzeczywiście by się zmieniło. A co szkodzi spróbować? Ja właśnie zaczęłam nic nie robić, przyglądać się sobie i swoim myślom i zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi...
A książkę serdecznie polecam, zwłaszcza tym, którym po drodze z beznadzieją i depresją.
czarnonabiałym
Piszę od zawsze... Dla siebie - tak kiedyś myślałam. Ale pisanie tylko dzięki czytaniu może żyć. Niech więc się stanie i żyje...
poniedziałek, 14 marca 2016
niedziela, 28 lutego 2016
Koincydencja i wypadek przy pracy
Nie przestanie mnie zadziwiać, że kiedy człowiek czegoś pragnie, cały wszechświat wydaje się mu w tym pomagać. Ja zachciałam pisać i mam - pisania po kokardki czasem :-) Tak już mają rzecznicy prasowi :-)
Ale ostatnio dostałam aż 3 zadania bojowe w moim stylu, czyli tekst do broszury o mnie i mojej miejscowości, słowa piosenki oraz teksty do rozważań Drogi Krzyżowej. Nie mogłam się powstrzymać i napisał mi się wiersz przy okazji.
Nad Drogą Krzyżową rozmyślam wciąż i bardzo chcę dziś to zrobić, bo czas goni. Ale nie jest to proste, by było mądrze, nie za długo, adekwatnie, refleksyjnie, precyzyjnie, gramatycznie... Poprzeczka wisi bardzo wysoko, a ja nie lubię skakać. Nie przepadam za terminami, ale wiem, że to najlepszy sposób na mnie. Im mniej czasu, tym więcej zrobię i szybciej :-) Póki co załączam przypadkowy wiersz - taki wypadek przy pracy, a rozważania jak skończę, co może być trudne, bo jeszczem nie zaczęła :-)
NAUKA
Naucz
mnie trzymać się mocno korzeniami
tej
ziemi, co z niej wyrosłam.
Naucz
mnie, że siła z pewności idzie,
że
masz oparcie w rodzinnej glebie.
Naucz
mnie, że z wiatrami
wygram
tylko z pokornym czołem
że
ugiąć się czasem trzeba
by
nie złamała wichura,
lecz
wrócić do pionu - to pamiętać trzeba
i
matki ziemi się trzymać, jak korzeniami trzymają ją drzewa.
Naucz
spokoju, bym wiedziała,
że
gdziekolwiek iść muszę, to wciąż wracam uczepiona Ciebie
bezradna
jak dziecię.
Naucz
dziękować każdym oddechem,
za
ten kawałek ziemi, co go mam pod stopą.
A
kiedy głowę pod toporem drwala wieczności się kładzie
Naucz
pamiętać, że byłam tu na chwilę
za
Twoim rozkazem.
28.02.2016
czwartek, 14 stycznia 2016
Bez komentarza
To tylko wiersz. I aż wiersz. Ten rok zaczął się tragicznie dla mnie... Życie może zaskoczyć. Zawsze to wiedziałam, ale na to, co się stało, nie mogłam się przygotować... W żaden sposób. Choć kiedyś to przewidziałam. Ale to nie zmieniło przyszłości :-( Niestety.
PRÓŻNA
Ronić można łzy
lub dziecko
ciało może płakać krwawymi łzami...
może stać się grobem,
urną...
Chce zatrzymać w sobie
5 komórek szczęścia,
lecz nie może wbrew naturze...
życie czepia się ciała
rozpaczliwie
ale na próżno.
Próżna
znaczy pusta
bez zawartości
bez miłości...
bez litości...
9.01.2016
piątek, 27 listopada 2015
Wiersz odnaleziony...
Przerzucając papiery w szafce, znalazłam taki oto fragment:
BUTY
Tyle pięknych butów w życiu miałam,
tyle dróg w nich przemierzałam,
tyle kontynentów w szpilkach, botkach i kozaczkach
i jeszcze nie jedna droga mnie czeka...
Na kupie butów leżą buty małe i duże
nikt ich już nie włoży i dalej nie ruszy.
Patrzą na mnie oczodołami po stopie,
bo to buty ostatnie, buty w Stutthofie.
sierpień 2005
Doskonale pamiętam tamtą wycieczkę do Sztutowa. I dziś, choć pozornie bez związku chcę powiedzieć tylko: Uważajmy... na samych siebie, by nie powtórzyć tego, co ciągle się powtarza, nawet pewnie w tym momencie, kiedy to piszę, nawet kiedy ktoś czyta... Nie powtarzajmy nienawiści, zawiści, złości, zemsty, strachu i śmierci bez sensu, bez żadnej sprawy, bez potrzeby...
Nie powtarzajmy.
BUTY
Tyle pięknych butów w życiu miałam,
tyle dróg w nich przemierzałam,
tyle kontynentów w szpilkach, botkach i kozaczkach
i jeszcze nie jedna droga mnie czeka...
Na kupie butów leżą buty małe i duże
nikt ich już nie włoży i dalej nie ruszy.
Patrzą na mnie oczodołami po stopie,
bo to buty ostatnie, buty w Stutthofie.
sierpień 2005
Doskonale pamiętam tamtą wycieczkę do Sztutowa. I dziś, choć pozornie bez związku chcę powiedzieć tylko: Uważajmy... na samych siebie, by nie powtórzyć tego, co ciągle się powtarza, nawet pewnie w tym momencie, kiedy to piszę, nawet kiedy ktoś czyta... Nie powtarzajmy nienawiści, zawiści, złości, zemsty, strachu i śmierci bez sensu, bez żadnej sprawy, bez potrzeby...
Nie powtarzajmy.
niedziela, 18 października 2015
Bezsenność
Zdarza się Wam czasem nie móc zasnąć? Nie od zmęczenia, nie od wyspania, ale z myślenia... Ten rodzaj bezsenności jest zabójczy. Jakby mózg wyłączył wszystkie filtry i teraz każda myśl dnia, każdy scenariusz, każda możliwość - wszystko może się spełnić przynajmniej w głowie. Otwieram swoje małe "drzwiczki do piwniczki" i spycham niechciane myśli. Ale tej nocy jest ich zbyt wiele. Nie daję rady... Wyłażą z każdego miejsca w czasie, z każdej chwili mojego życia. Osaczają mnie i wyciskają sen z oczu. Nie da się uciec z własnej głowy. Nie ma dokąd. Nie ma wyjścia, nie ma żadnej drogi ucieczki, żadnej dziury, do której można by się schować - trzeba się poddać... chociaż już wiem, że nie zasnę... Nie dziś.
BEZSENNOŚĆ
Bezsens
gubi się w tumanie inteligencja
myśli
zagalopowane giną zapomniane
w zapłakane oczy nieba
patrzę
przed siebie na oślep
uciekam
od siebie za blisko
nie daję rady zapomnieć
mocuję się
z chaosem walka nierówna
nie wygram
niczego nie zmienię
przegram
we łzach niepotrzebnych utonę.
18.10.2015
niedziela, 4 października 2015
Kolejna kartka z pamiętnika
Są czasem takie momenty w życiu człowieka, że w którą by nie poszedł stronę, czeka go cios, jakiś definitywnie bolesny koniec. Potem długo jest się odrętwiałym. Ale każdy koniec oznacza początek czegoś nowego. Jeden dzień ustępuje miejsca kolejnemu. Kto wie - może po to, by następca mógł przynieść coś lepszego niż poprzednik... Podziwiam tych, co nie drętwieją, ale z ochotą ruszają w nowy dzień. Ja jestem jak ślimak - cofam się w głąb siebie, na jakiś czas zasklepiam się w przeszłości. Potem ostrożnie wystawiam rękę, ale ciężko mi, z wiekiem coraz ciężej, zaglądać w przyszłość. Najbezpieczniej czuję się w teraźniejszości. Tu jest... jak jest. Ta chwila, która jest, trzyma mnie przy życiu. Pozornie bez związku dodaję wiersz...
MIŁOŚĆ
Siedzę przy jej łóżku.
Umiera.
Trzymam ją za rękę.
Wmawiam sobie, że będzie dobrze,
że to nieuniknione,
że prędzej czy później każdy...
że nic nie ma się na zawsze.
Uspokajam ją.
Wiem,
wyobrażała sobie Bóg wie co...
Może nawet jakieś wspólne życie.
Usypiam ją.
I podaję zastrzyk śmiertelny.
Wiem, on ją otruł wcześniej,
a ja tylko skracam
męczarnie.
4.10.2015
środa, 30 września 2015
Tylko wiersz...
SPACER
Wyszłam na spotkanie stalowym latawcom.
Czy mnie widziano z góry?
Czy byłam choć plamką na mapce?
Czy nikt o mnie nie wie...
Obojętne - zniknęły w obłoku.
Ja - wciąż idę przed siebie.
Z perspektywy robaka podziwiam błękity
i pozdrawiam uśmiechem mijaną chwilę.
Może Ktoś w niebie też mnie po-minął...
Z tronu nie patrzy na niziny.
A ja pełznę przed siebie
zapatrzona w ptaki.
30.09.2015
Wyszłam na spotkanie stalowym latawcom.
Czy mnie widziano z góry?
Czy byłam choć plamką na mapce?
Czy nikt o mnie nie wie...
Obojętne - zniknęły w obłoku.
Ja - wciąż idę przed siebie.
Z perspektywy robaka podziwiam błękity
i pozdrawiam uśmiechem mijaną chwilę.
Może Ktoś w niebie też mnie po-minął...
Z tronu nie patrzy na niziny.
A ja pełznę przed siebie
zapatrzona w ptaki.
30.09.2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
