środa, 26 sierpnia 2015

Jesiennie...



Jesień zawsze nastraja mnie do pisania. Jakoś tak smutno robi się w powietrzu, jakoś sennie… Zaczyna pachnieć ciepłym chlebem z masłem i… marmoladą z jabłek. Wiatr przynosi mi leniwe, długie zdania, które skrupulatnie zapisuję na maleńkich skrawkach papieru. Jest cicho, skupiam się na sobie, opadają emocje. Mogę się zamknąć i zacząć notować. Opisuję szelest liści pod stopą i czuję jak szeleści krew w moich żyłach mozolnie pompowana w różne strony świata. Opadam i faluję w rytmie wschodów i zachodów słońca. Dotykam świata tak, jakby to miał być ostatni raz. Czuję każdą powierzchnię, każdą strukturę, krzywiznę, zamyślam się przy prostych czynnościach… Kiedy zmywam, czuję, jak woda opływa mi palce, kiedy gotuję, staję się zapachem przypraw, kiedy rozwieszam pranie, czuję wilgoć mokrej tkaniny i przesiąkam nią.
Tego roku moja jesień jest wyjątkowa. Po raz pierwszy od długiego czasu ma zapach i smak. Nie czułam nic. Żyłam na powierzchni sterylnej bańki, nie mając świadomości świata. Zadziwiające jak szybko człowiek zapomina, że świat pachnie, że bez węchu i smaku jest… beznamiętnie? Kiedy raptem twoje zmysły otwierają się, wydaje ci się, że mógłbyś tylko wąchać i smakować, że wszechświat składa się z zapachów i można poruszać się po nim tylko według drogowskazów różnych woni. Stajesz się nieskończonym zapachem unoszącym się w powietrzu, który drąży każdy zakamarek mózgu.










Kolor jesieni
Szłam przez las,
Rozpalone liście padały u mych stóp.
I wiał lekki zachodni wiatr.
Na polanie mały dąbek stał.
Ale nim zdążył do słońca
Radośnie wyciągnąć dłoń,
Już czarna jesień strąciła z niego
Ostatni liść.
28.10.1999.



WIERSZE
W nocy mnie budzą,
Wychodzą do mnie z ciemności,
Wypełzają z mojej głowy
Stworzenia prawie gotowe,
Rodzą się nagie jak dzieci...
Tulę je do snu,
Uspokajam i kołyszę
Niezapisani
Zapadamy się w ciszę.

13.11.2006.

sobota, 22 sierpnia 2015

Początki nie są łatwe...

Jednak każdy początek prócz dawki niepewności niesie ze sobą obietnicę i nadzieję czegoś lepszego, nowego i niezwykłego. Oby tak było w tym przypadku. Dla Was - niech będzie to przynajmniej coś dobrego, pokrzepiającego, a dla mnie... niezwykła przygoda pozwalająca zmierzyć się z drugą stroną pisania - z czytelnikiem :-)
Przez większą część swojego życia pisałam. Pisanie nie pozwoliło mi zwariować, było kołem ratunkowym, często kartka papieru stanowiła jedyne źródło pociechy, była jedynym przyjacielem. Mimowolnie na stronach pamiętnika dziewczynki,  nastolatki, a potem kobiety pojawiały się wiersze, a przynajmniej od jakiegoś czasu tak ośmielam się je nazywać. Pewność siebie nigdy nie była moją najmocniejszą stroną. Kiedyś jednak trafiłam przypadkiem na swój wiersz tak stary, że w pierwszych linijkach nie znalazłam siebie. Pisało go dziecko, 14-latka, moja młodsza, mniej doświadczona wersja, która jednak przeczuwała, jakie jest życie, ludzie i świat. Poprawiłam go i jako dwudziestoletnia dziewczyna zapisałam gdzieś w komputerze - wtedy jeszcze na dyskietce :-) I od tego, już bez poprawek, zacznę... 



Drzewo
Chciałabym być jak drzewo
Mocna i niewzruszona.
Mocno korzeniami w ziemi utwierdzona,
Kłaniać się wiatrom łagodnie...
Bać się tylko burzy i gromu,
Co – choć piękny – uderzyć może,
Swą włócznią rozedrzeć pień do trzewi,
Rozpalić wnętrze na krótką chwilę,
Która na zawsze odbierze życie!
Echo nawałnicy odejdzie
A drzewo zostanie złamane,
Z czołem ku ziemi schylonym,
W cichnący grzmot wspomnień zasłuchane,
Tęskniące, z piętnem w sercu wypalonym.
17.11.1999.

Z czasem zaczęłam sięgać po opisy stanów emocjonalnych. Potem doszła fabuła i powstały kawałki prozy. Brakowało mi odwagi, by je skończyć. Brakowało... samozaparcia, choć od zawsze marzyłam, by zająć się zawodowo pisaniem. Niestety, moje dzieciństwo, a potem życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku. Dopiero jako prawie czterdziestolatka zrozumiałam, że nie warto rezygnować z siebie i swoich marzeń. Kiedy przyjdzie nam się rozstać z tym, co znamy, zostanie po nas tylko to, co kochaliśmy robić, co dawało nam satysfakcję, co było pomnażaniem talentów. To po tym będą nas sądzić. Z czasem z pewnością skończę któryś ze swoich okruchów i wrzucę tu. Póki co przekonuję się, że mogę, że chcę i że mój system pisania to ciągłe dopisywanie i poprawianie, a nie zaplanowana praca. Tak właśnie tworzę - w sposób przypadkowy, niezorganizowany, spontaniczny. A wierzcie mi - jestem kimś, kto wszystko planuje :-)Ale akurat pisaniem chcę się bawić.
Czekam na komentarze. Nie oczekuję głaskania po główce. Oczekuję interakcji, wskazówek, współodczuwania lub dzielenia się swoim światem. Czekam, po prostu...