piątek, 27 listopada 2015

Wiersz odnaleziony...

Przerzucając papiery w szafce, znalazłam taki oto fragment:

BUTY
Tyle pięknych butów w życiu miałam,
tyle dróg w nich przemierzałam,
tyle kontynentów w szpilkach, botkach i kozaczkach
i jeszcze nie jedna droga mnie czeka...

Na kupie butów leżą buty małe i duże
nikt ich już nie włoży i dalej nie ruszy.
Patrzą na mnie oczodołami po stopie,
bo to buty ostatnie, buty w Stutthofie.

sierpień 2005


Doskonale pamiętam tamtą wycieczkę do Sztutowa. I dziś, choć pozornie bez związku chcę powiedzieć tylko: Uważajmy... na samych siebie, by nie powtórzyć tego, co ciągle się powtarza, nawet pewnie w tym momencie, kiedy to piszę, nawet kiedy ktoś czyta... Nie powtarzajmy nienawiści, zawiści, złości, zemsty, strachu i śmierci bez sensu, bez żadnej sprawy, bez potrzeby...
Nie powtarzajmy.

niedziela, 18 października 2015

Bezsenność

Zdarza się Wam czasem nie móc zasnąć? Nie od zmęczenia, nie od wyspania, ale z myślenia... Ten rodzaj bezsenności jest zabójczy. Jakby mózg wyłączył wszystkie filtry i teraz każda myśl dnia, każdy scenariusz, każda możliwość - wszystko może się spełnić przynajmniej w głowie. Otwieram swoje małe "drzwiczki do piwniczki" i spycham niechciane myśli. Ale tej nocy jest ich zbyt wiele. Nie daję rady... Wyłażą z każdego miejsca w czasie, z każdej chwili mojego życia. Osaczają mnie i wyciskają sen z oczu. Nie da się uciec z własnej głowy. Nie ma dokąd. Nie ma wyjścia, nie ma żadnej drogi ucieczki, żadnej dziury, do której można by się schować - trzeba się poddać... chociaż już wiem, że nie zasnę... Nie dziś.



BEZSENNOŚĆ
Bezsens
gubi się w tumanie inteligencja
myśli
zagalopowane giną zapomniane
w zapłakane oczy nieba
patrzę
przed siebie na oślep
uciekam
od siebie za blisko
nie daję rady zapomnieć
mocuję się
z chaosem walka nierówna
nie wygram
niczego nie zmienię
przegram
we łzach niepotrzebnych utonę.
18.10.2015

niedziela, 4 października 2015

Kolejna kartka z pamiętnika



Są czasem takie momenty w życiu człowieka, że w którą by nie poszedł stronę, czeka go cios, jakiś definitywnie bolesny koniec. Potem długo jest się odrętwiałym. Ale każdy koniec oznacza początek czegoś nowego. Jeden dzień ustępuje miejsca kolejnemu. Kto wie - może po to, by następca mógł przynieść coś lepszego niż poprzednik... Podziwiam tych, co nie drętwieją, ale z ochotą ruszają w nowy dzień. Ja jestem jak ślimak - cofam się w głąb siebie, na jakiś czas zasklepiam się w przeszłości. Potem ostrożnie wystawiam rękę, ale ciężko mi, z wiekiem coraz ciężej, zaglądać w przyszłość. Najbezpieczniej czuję się w teraźniejszości. Tu jest... jak jest. Ta chwila, która jest, trzyma mnie przy życiu. Pozornie bez związku dodaję wiersz...

MIŁOŚĆ

Siedzę przy jej łóżku.
Umiera.
Trzymam ją za rękę.
Wmawiam sobie, że będzie dobrze,
że to nieuniknione,
że prędzej czy później każdy...
że nic nie ma się na zawsze.
Uspokajam ją.
Wiem,  
wyobrażała sobie Bóg wie co...
Może nawet jakieś wspólne życie.
Usypiam ją.
I podaję zastrzyk śmiertelny.
Wiem, on ją otruł wcześniej,
 a ja tylko skracam męczarnie.
4.10.2015

środa, 30 września 2015

Tylko wiersz...

SPACER
Wyszłam na spotkanie stalowym latawcom.
Czy mnie widziano z góry?
Czy byłam choć plamką na mapce?
Czy nikt o mnie nie wie...
Obojętne - zniknęły w obłoku.
Ja - wciąż idę przed siebie.
Z perspektywy robaka podziwiam błękity
i pozdrawiam uśmiechem mijaną chwilę.
Może Ktoś w niebie też mnie po-minął...
Z tronu nie patrzy na niziny.
A ja pełznę przed siebie
zapatrzona w ptaki.

30.09.2015

sobota, 19 września 2015

Impresja

Codziennie przechodzimy obok miliona drobnych spraw z pozoru bez znaczenia. Wiem, że większość z nich ma sens i cel. Nie bez powodu wybraliśmy sobie taką ścieżkę, która wiodła obok nich. Albo odwracając sytuację - nie bez powodu stanęły bądź zostały właśnie tam umieszczone. Jeśli czegoś nie zauważamy, to los wyśle nas w to samo miejsce, żeby wreszcie doznać olśnienia...
Dziś kolejny raz przeszłam obok drzewa złamanego w czasie ostatniej wichury. To trzy potężne wierzby. Jedna z nich ma strzaskany w połowie pień. Mimo to nadal stoi wyprostowana, bo wspiera się na sąsiednim drzewie. Wplątana w jego gałęzie, mocno trzyma się innej korony tylko delikatnie dotykając pnia. Choć wiatry wieją coraz częściej, ona nadal stoi prosto i gdyby nie mdłe skrzypienie w miejscu złamania, nawet nie zwróciłabym uwagi na tragedię. Byłam święcie przekonana, że do następnego razu wiatr dokończy dzieła, ale nie. Wierzba stoi i nie usycha. Widocznie pień nadal żyje i przewodzi soki w górę korony. Stoi  wsparta o sąsiada. Oplata go coraz ściślej, coraz mocniej przylega pniem, a podpora dźwiga podwójny ciężar. Kto wie, może przy następnej burzy wiatr położy i osłabioną wierzbę i jej życzliwego sąsiada.



 *****


Z jednej kropli deszczu muskającej liść –
Budzi się nawałnica.
Niebo coraz spieszniej, mocniej całuje Ziemi lica.
Najpierw z wolna, delikatnie –
Potem mocno, szybko, namiętnie.
Niebo dłońmi wody ciało Ziemi opływa,
Pieści wzgórza jej piersi, płaski brzuch niziny
I po wilgotnych od potu lasach spływa
Wypełniając sobą doliny.
Wśród huku gromów, w łopocie deszczu
Co prześlizguje się strumieniem
Między gór miękkim ramieniem.
Nagle rozbija się Niebo na pół
O aksamitność ziemskich pól,
By ugasić Ziemi pragnienie życia,
By dać jej siebie do wypicia...
Ucichła z nagła nawałnica.
Teraz leży cicha Ziemia, syta,
Z ufnością spoglądając w oczy Nieba piwne,
Czekając, aż owoce wyda, obrzmiała niczym kłos żyta,
Upojona, uspokojona dziwnie.
2009




Śmierć przychodzi rano…
Zakrada się na palcach,
Lekko stuka w nos,
A gdy zbudzi,
Śmieje się szyderczo:
Taki ludzki los…

Przyjaciel strach
zawiązał mi ciemności chustą oczy,
By świadomość zła
nie mogła mnie zaskoczyć,

lecz szept cichy
sączy się w uszy
i już wiem, że wczoraj
ubyła spośród nas jedna dusza…
 11.2007.

wtorek, 8 września 2015

Pamięć



Moja jest niezawodna niczym twardy dysk komputera. Pamiętam niemal od początku  swego życia. Z uporem maniaka wdrukowałam sobie wszelkiego rodzaju traumy. Wyłażą ze mnie w najmniej oczekiwanych momentach, choć wcale nie chronią przed niczym. Pamiętam dużo, czasem takie rzeczy, które uwierają i przeszkadzają niczym ziarno piasku w bucie Pana Cogito. Jest taki świetny tekst Zbigniewa Herberta o tym, czy warto rzeczywiście zawsze z uporem maniaka znosić wszelkie niedogodności dla idei. 
Czasem też zastanawiam się, po co mi pamiętać? W wielu wypadkach znacznie bezpieczniej dla własnego zdrowia psychicznego byłoby nie pamiętać niektórych zdarzeń. Teoretycznie człowiek uczy się na błędach.Ale w praktyce wszyscy wiemy, że notoryczne ładowanie się w bardzo podobne sytuacje życiowe to specjalność gatunku ludzkiego. Bo jak inaczej wytłumaczyć wojny i tym podobne konflikty na skalę globalną? Jak wyjaśnić obecność alkoholików, którzy wciąż wracają w to samo ponure miejsce swojego życia? Jak wytłumaczyć kobiecie, która zmienia po raz 10 konkubenta, że musi zacząć zmieniać siebie,a potem przyjdzie czas na inne zmiany. Tak już mamy, my, ludzie.
Dawno temu siedziałam na kanapie, gapiąc się w bzdurny serial. Nadawanie przerwał komunikat o wybuchu w WTC. A dziś? Czy to nas czegoś nauczyło? Chętnie przyjmujemy uchodźców z Syrii, choć tylko po to, by ich wykorzystać do najgorszych i najsłabiej płatnych prac. CZytałam dziś apel Angeliny Joli. Pisała go z kobietą, która musiała opuścić swój kraj. Uderzyła mnie w nim mądra prośba o naprawienie sytuacji, zażegnanie konfliktów, słowem o to, by ludzie nie musieli ze strachu uciekać. Cały świat patrzy, jak ludzie giną, jak głodują i nikt nic nie robi. Udajemy, że na Ukrainie nie ma wojny. Chcemy myśleć, że jesteśmy dobrzy, bo wysyłamy konwoje humanitarne tam, gdzie potrzeba, bo przyjmujemy z otwartymi ramionami uchodźców. Ja wiem jednak, i wierzę, że nie jestem sama z tą wiedzą, że nic się nie zmieni, póki nie przestaniemy wykorzystywać wojen, by ukryć pazerność i żądzę posiadania. Bo czy warto pragnąć więcej i więcej? Skoro jedyne, co mamy, to kawałek ziemi pod stopami. 
Na pamiątkę tamtych wydarzeń... 
11.09.2001.
„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”
- tak napisano – do Ziemi Matki powrócisz.
Ale nikt nie powiedział,
Że gdy z góry lecieć będziemy jak żywe pochodnie,
Płonące anioły zemsty, bólu i niemocy,
To spadniemy razem – dobrzy, źli – wszyscy razem bez sensu.
Ze szczytów pychy, z wyżyn luksusu,
Starci na proch, atomy wszechświata,
Bez żalu, że Ten, co nas zgniata
Stworzył i nas, i te żarna piekielne,
Co kręcą się w śmiertelnym tempie,
Z których i my, i ludzie z mieczem płonącym
Wyszliśmy niczego nieświadomi.

Sobie i Wam życzę, by nie dotknęły nas nigdy skutki ludzkiej chciwości i bezsensownej nienawiści.

środa, 26 sierpnia 2015

Jesiennie...



Jesień zawsze nastraja mnie do pisania. Jakoś tak smutno robi się w powietrzu, jakoś sennie… Zaczyna pachnieć ciepłym chlebem z masłem i… marmoladą z jabłek. Wiatr przynosi mi leniwe, długie zdania, które skrupulatnie zapisuję na maleńkich skrawkach papieru. Jest cicho, skupiam się na sobie, opadają emocje. Mogę się zamknąć i zacząć notować. Opisuję szelest liści pod stopą i czuję jak szeleści krew w moich żyłach mozolnie pompowana w różne strony świata. Opadam i faluję w rytmie wschodów i zachodów słońca. Dotykam świata tak, jakby to miał być ostatni raz. Czuję każdą powierzchnię, każdą strukturę, krzywiznę, zamyślam się przy prostych czynnościach… Kiedy zmywam, czuję, jak woda opływa mi palce, kiedy gotuję, staję się zapachem przypraw, kiedy rozwieszam pranie, czuję wilgoć mokrej tkaniny i przesiąkam nią.
Tego roku moja jesień jest wyjątkowa. Po raz pierwszy od długiego czasu ma zapach i smak. Nie czułam nic. Żyłam na powierzchni sterylnej bańki, nie mając świadomości świata. Zadziwiające jak szybko człowiek zapomina, że świat pachnie, że bez węchu i smaku jest… beznamiętnie? Kiedy raptem twoje zmysły otwierają się, wydaje ci się, że mógłbyś tylko wąchać i smakować, że wszechświat składa się z zapachów i można poruszać się po nim tylko według drogowskazów różnych woni. Stajesz się nieskończonym zapachem unoszącym się w powietrzu, który drąży każdy zakamarek mózgu.










Kolor jesieni
Szłam przez las,
Rozpalone liście padały u mych stóp.
I wiał lekki zachodni wiatr.
Na polanie mały dąbek stał.
Ale nim zdążył do słońca
Radośnie wyciągnąć dłoń,
Już czarna jesień strąciła z niego
Ostatni liść.
28.10.1999.



WIERSZE
W nocy mnie budzą,
Wychodzą do mnie z ciemności,
Wypełzają z mojej głowy
Stworzenia prawie gotowe,
Rodzą się nagie jak dzieci...
Tulę je do snu,
Uspokajam i kołyszę
Niezapisani
Zapadamy się w ciszę.

13.11.2006.

sobota, 22 sierpnia 2015

Początki nie są łatwe...

Jednak każdy początek prócz dawki niepewności niesie ze sobą obietnicę i nadzieję czegoś lepszego, nowego i niezwykłego. Oby tak było w tym przypadku. Dla Was - niech będzie to przynajmniej coś dobrego, pokrzepiającego, a dla mnie... niezwykła przygoda pozwalająca zmierzyć się z drugą stroną pisania - z czytelnikiem :-)
Przez większą część swojego życia pisałam. Pisanie nie pozwoliło mi zwariować, było kołem ratunkowym, często kartka papieru stanowiła jedyne źródło pociechy, była jedynym przyjacielem. Mimowolnie na stronach pamiętnika dziewczynki,  nastolatki, a potem kobiety pojawiały się wiersze, a przynajmniej od jakiegoś czasu tak ośmielam się je nazywać. Pewność siebie nigdy nie była moją najmocniejszą stroną. Kiedyś jednak trafiłam przypadkiem na swój wiersz tak stary, że w pierwszych linijkach nie znalazłam siebie. Pisało go dziecko, 14-latka, moja młodsza, mniej doświadczona wersja, która jednak przeczuwała, jakie jest życie, ludzie i świat. Poprawiłam go i jako dwudziestoletnia dziewczyna zapisałam gdzieś w komputerze - wtedy jeszcze na dyskietce :-) I od tego, już bez poprawek, zacznę... 



Drzewo
Chciałabym być jak drzewo
Mocna i niewzruszona.
Mocno korzeniami w ziemi utwierdzona,
Kłaniać się wiatrom łagodnie...
Bać się tylko burzy i gromu,
Co – choć piękny – uderzyć może,
Swą włócznią rozedrzeć pień do trzewi,
Rozpalić wnętrze na krótką chwilę,
Która na zawsze odbierze życie!
Echo nawałnicy odejdzie
A drzewo zostanie złamane,
Z czołem ku ziemi schylonym,
W cichnący grzmot wspomnień zasłuchane,
Tęskniące, z piętnem w sercu wypalonym.
17.11.1999.

Z czasem zaczęłam sięgać po opisy stanów emocjonalnych. Potem doszła fabuła i powstały kawałki prozy. Brakowało mi odwagi, by je skończyć. Brakowało... samozaparcia, choć od zawsze marzyłam, by zająć się zawodowo pisaniem. Niestety, moje dzieciństwo, a potem życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku. Dopiero jako prawie czterdziestolatka zrozumiałam, że nie warto rezygnować z siebie i swoich marzeń. Kiedy przyjdzie nam się rozstać z tym, co znamy, zostanie po nas tylko to, co kochaliśmy robić, co dawało nam satysfakcję, co było pomnażaniem talentów. To po tym będą nas sądzić. Z czasem z pewnością skończę któryś ze swoich okruchów i wrzucę tu. Póki co przekonuję się, że mogę, że chcę i że mój system pisania to ciągłe dopisywanie i poprawianie, a nie zaplanowana praca. Tak właśnie tworzę - w sposób przypadkowy, niezorganizowany, spontaniczny. A wierzcie mi - jestem kimś, kto wszystko planuje :-)Ale akurat pisaniem chcę się bawić.
Czekam na komentarze. Nie oczekuję głaskania po główce. Oczekuję interakcji, wskazówek, współodczuwania lub dzielenia się swoim światem. Czekam, po prostu...